Untitled Document
Opracowania

Ks. dr hab. Antoni Żurek
Tarnów

Wczesnochrześcijańska pobożność eucharystyczna

Eucharystia stanowiła dla uczniów Chrystusa dar, z którego musieli się nauczyć korzystać. Pierwsze generacje chrześcijan przyswajały sobie najpierw tę tajemnicę, a potem wypracowywały sposoby korzystania z niej. To, co im polecił Jezus w Wieczerniku niosło w sobie całkowitą nowość, choć było spowite w żydowskie tradycje (wieczerza paschalna). Oddzielenie jednego od drugiego, bez zagubienia istoty było zadaniem delikatnym a jednocześnie koniecznym. Upływały lata, zanim się to dokonało. Dojrzewał sposób rozumienia Eucharystii, dojrzewał też sposób uczestniczenia w niej. Właśnie na uczestników i na ich korzystanie z Eucharystii zwrócimy uwagę.

1. "Łamanie chleba"

Pierwsi uczniowie spotykali się na "łamaniu chleba" (Dz 2,42), czyli na sprawowaniu Eucharystii, ale nie znamy bliższych szczegółów tego obrzędu. Możemy natomiast z całą pewnością przyjąć, że uczestnikami były tylko niewielkie grupy wyznawców Chrystusa. Innych to nawet nie interesowało, gdyż sama nowa religia mało była znana i o spotkaniach jej wyznawców mało kto oprócz nich wiedział. W miarę upływu czasu sytuacja się zmieniała, wzrastała liczba gmin chrześcijańskich i przybywało uczestników Eucharystii. Z myślą o nich do najstarszych katechez włączono przypomnienie: "niech nikt nie je ani nie pije z waszej Eucharystii oprócz tych, co zostali ochrzczeni w imię Pana" . Trudno dziś przesądzać na ile takie przypomnienie było wówczas konieczne, ale wyraża ona zasadę, która długo obowiązywała w Kościele. Do udziału w Eucharystii po raz pierwszy był dopuszczony dopiero człowiek po chrzcie. Działo się to zwykle w Wielką Sobotę. Wyjątków od tej zasady długo nie było. Nawet oskarżenia i plotki krążące wśród pogan na temat "ekscesów", do jakich miało dochodzić w czasie sprawowania Eucharystii nie wpłynęły na zmianę zasady. Słowa Chrystusa: " nie dajcie psom tego, co święte " (Mt 7,6), były wystarczająco jasne, by od nich odstępować. W praktyce, przestrzeganie tej zasady było dość proste. Dokąd Eucharystię sprawowano w małych grupach, w domach prywatnych lub małych kościołach, kontrola nad uczestnikami była możliwa i skrzętnie można ją było stosować.

Obostrzenia dotyczące uczestnictwa w Eucharystii z czasem nawet stały się bardziej rygorystyczne. Zakazem całościowego lub częściowego udziału w Eucharystii objęto także niektóre kategorie ochrzczonych. Z udziału w Eucharystii wykluczono chrześcijan, którzy utracili takie prawo, dopuściwszy się któregoś z grzechów zrywających jedność z Kościołem. Do takich należała apostazja, bałwochwalstwo, nierząd. Z czasem do tej kategorii grzechów dołączono inne . Prawo uczestniczenia w Eucharystii można było odzyskać dopiero po odbyciu stosownej pokuty. Jednym z elementów takiej pokuty było pozostawanie pod drzwiami kościoła w czasie sprawowania Eucharystii. W zależności od rodzaju wykroczenia ustalano czas - mierzony w miesiącach a czasem w latach - jaki pokutujący chrześcijanin miał prosić swoich współwyznawców, wchodzących do kościoła, o modlitwę. Sam musiał pozostać na zewnątrz.

Modlitwa przed drzwiami kościoła stanowiła pierwszy etap pokuty. Po jej zakończeniu pokutnik mógł wprawdzie wejść do kościoła, ale jego udział w Eucharystii był tylko cząstkowy. Najpierw miał możliwość uczestniczenia tylko w liturgii słowa, a po jej zakończeniu opuszczał zgromadzenie. Następny etap pokuty polegał na pozostawaniu w kościele podczas całej Eucharystii, bez możliwości przystępowania do stołu eucharystycznego. Dopiero po zakończeniu tego etapu następowało pełne pojednanie z Kościołem i tym samym wracała możliwość pełnego uczestnictwa w Eucharystii.

Zbędne staje się w tym kontekście przypominanie, że dla starożytnych chrześcijan całkiem niezrozumiałe byłoby sprawowanie Eucharystii w miejscach ogólnie dostępnych, a tym bardziej honorowanie na niej osób jawnie dystansujących się od wiary.

Zwykłym dniem dla celebrowania Eucharystii była niedziela. Z czasem zaczęto ją sprawować także w dni powszednie. Najpierw były to szczególne okazje, np. rocznica męczeństwa, później tylko niektóre dni tygodnia, by wreszcie pod koniec starożytności chrześcijańskiej uczynić z tego praktykę codzienną. Jeszcze w drugiej połowie czwartego wieku pisał św. Bazyli: "My tylko cztery razy w tygodniu przystępujemy do Komunii: w Dzień Pański, czwartek, piątek i sobotę, jak również i w dni inne, jeśli przypada na nie obchód pamięci jakiegoś świętego" .

Uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii było od samego początku traktowane jako nieodzowny element chrześcijańskiego życia. Zbędny był w tej materii nakaz, jakkolwiek uwzględniano możliwości wiernych i z tolerancją odnoszono się do tych, którzy z uzasadnionych powodów w niedzielnym "łamaniu chleba" nie uczestniczyli. Jeszcze na początku czwartego wieku synod w Elwirze postanawiał: "Jeśli ktoś w mieście przez trzy niedziele nie przyjdzie do kościoła, niech na pewien czas pozostanie poza społecznością wiernych" . Była to zapewne reakcja na pojawiające się zjawisko absencji w niedzielnych zgromadzeniach. Jak widać, kanon zobowiązywał do regularnego uczestnictwa w Eucharystii tych, dla których to nie wiązało się z nadzwyczajnym wysiłkiem. W miarę jak chrześcijan przybywało, zaczęli się wśród nich pojawiać również opieszali, dla których uczestnictwo w coniedzielnej Eucharystii stawało się problemem. Kościół zaczął na to reagować nie tylko zachęcając, ale też zobowiązując chrześcijan do uczestnictwa w niej.

2. Przystępowanie do Eucharystii

Uczestnictwo w sprawowaniu Eucharystii wiązało się w sposób naturalny - przynajmniej na początku - z jej przyjmowaniem. Oczywiście, wszyscy uczestnicy zgromadzenia byli przekonani o konieczności odpowiedniego duchowego przygotowania się na przyjęcie Eucharystycznego Chleba. Najstarsza zachowana katecheza mówi na ten temat krótko: "kto święty niech przystąpi" . Za "świętego" uznawano każdego, na kim nie ciążyła wina popełnienia któregoś z uczynków zagrożonych kościelnymi sankcjami. Oczywiście, decydującą rolę odgrywał w tym wypadku głos sumienia.

Kilkadziesiąt lat później św. Justyn przedstawia nieco bardziej szczegółowe wymagania. Według niego Eucharystii: "Nikt inny nie może przyjmować, jak tylko ten, kto wierzy, że to, czego nauczamy, jest prawdą, kto przyjął chrzest na odpuszczenie grzechów i odrodzenia oraz żyje tak, jak Chrystus nakazał" . Zgodnie z tym, do Komunii świętej mógł z czystym sumieniem przystąpić ortodoksyjny chrześcijanin, żyjący według moralności wynikającej z Ewangelii. Przypomnienie o ortodoksyjności było zapewne związane z coraz częstszymi przypadkami herezji. Jak jednak wynika ze słów tego samego autora, wymienione przez niego warunki spełniali wszyscy przychodzący na sprawowanie Eucharystii, bo Komunię świętą otrzymywali "wszyscy obecni".

Wiara i życie zgodne z przyrzeczeniami złożonymi przed przyjęciem chrztu stanowiły w pierwotnym Kościele wystarczające przygotowanie do uczestnictwa i przyjmowania Eucharystii. Z czasem duszpasterze zaczęli zwracać uwagę na pogłębienie pobożności eucharystycznej. Zwłaszcza, że wraz z rozwojem gmin chrześcijańskich wzrastały też możliwości częstszego korzystania ze Stołu Eucharystycznego. Przypominał zatem katechumenom św. Ambroży: "Jeżeli za każdym razem Krew wylewa się na odpuszczenie grzechów, powinienem ją zawsze spożywać, aby ciągle odpuszczała mi grzechy. Ponieważ bez przerwy grzeszę, powinienem nieustannie mieć lekarstwo" .

Łatwiejszy dostęp do Eucharystii groził jednak powierzchownością w jej traktowaniu. Widział to zagrożenie u swoich wiernych gorliwy biskup św. Jan Chryzostom. Nie krył swoich obaw i przypominał: "Widzę, że wielu bierze udział w Ciele Chrystusa w sposób lekkomyślny i przypadkowy i raczej z przyzwyczajenia i przepisu, niż z przekonania i rozwagi. Gdy nadejdzie czas świętego postu czterdziestodniowego - mówią - gdy nadejdzie czas Epifanii, wtedy każdy, w jakimkolwiek stanie by się znajdował, bierze udział w sakramentach. A przecież to nie jest czas przystępowania, gdyż nie Epifania ani post czterdziestodniowy czyni ludzi godnymi przystąpienia do stołu Pańskiego, lecz szczerość i czystość duszy" . Przystąpienie do Komunii świętej polegać powinno przede wszystkim na wzbudzeniu sobie aktu wiary. Tak przynajmniej uważał św. Ambroży, który pouczał katechumenów, mających przystąpić po raz pierwszy do Komunii świętej: "Gdy więc podchodzisz, kapłan mówi do ciebie: , a ty odpowiadasz , to znaczy: . Co język wyznaje, niech serce zachowa!" . To przypomnienie musiało być już wówczas bardzo aktualne, skoro prawie współczesny św. Ambrożemu, św. Jan Kasjan z goryczą zauważa: "Wielu pożywających ten pokarm z niedozwoloną zuchwałością, choruje na niemoc wiary i na słabość duszy - bo są dotknięci chorobami namiętności - i śpią snem grzechu" . Sprawa wygląda o wiele poważniej, gdy zważy się na audytorium, do którego św. Jan Kasjan kierował te słowa. Było to środowisko mnichów.

Czystość serca była oczywiście warunkiem, o którym nie było potrzeby przypominać. Dojrzały chrześcijanin powinien się jednak zdobyć na coś więcej. Jego powinna cechować duchowość eucharystyczna, którą św. Jan Chryzostom charakteryzował w ten sposób: "Szukajmy chleba niebieskiego, niebieskiego otrzymawszy go, porzućmy wszelką doczesną troskę. Przystępując do takiego stołu, powinniśmy okazywać wielkie samozaparcie, pragnąć rzeczy duchowych, a dopiero po nich starać się o rzeczy doczesne [.]. Jeśli ktoś pogardza wielkimi darami, a ugania się za małymi, to pozbawia się jednych i drugich, ponieważ tymi ostatnimi dawca każe gardzić. Są one bowiem dodatkiem do tamtych; w porównaniu z tamtymi są one tak małe i nędzne, chociażby nawet były wielkie" .

Nad właściwym korzystaniem z sakramentu Eucharystii winni czuwać jego szafarze. Pod ich adresem ten sam biskup kierował przypomnienie: "Napominam was, byście okazywali wielką ostrożność w czasie rozdawania tych darów. Czeka was bowiem niemała kara, jeśli wiedząc o jakiejś nieprawości, dopuścicie kogoś do tego stołu. Jego krwi szukać będą z waszych rąk. Choćby był on jakimś wodzem, choćby namiestnikiem, niechby nawet był to ten, którego skronie zdobi korona, lecz on niegodnie przystępuje - nie dopuść go, bo ty masz większą moc niż on. Gdybyś został wyznaczony do tego, by zachować w czystości źródło dla trzody, a ujrzałbyś owcę mającą wiele błota w pysku, nie pozwoliłbyś jej zamoczyć pyska i zamącić wody. Teraz natomiast wyznaczony nie do strzeżenia wody, lecz źródła duchowej krwi, nie oburzasz się, gdy widzisz, ze niektórzy przystępują skalani grzechem gorszym od ziemi i błota?" . Sam patriarcha ostrzegał: "Tych, których jako takich znam, sam usunę, nieznanych mi zaś pozostawię wyrokowi Boga, który zna głębię serc waszych" . Trudno ocenić na ile te prośby i groźby były skuteczne. Świadczą one jednak o istnieniu poważnego problemu duszpasterskiego.

W parze z brakiem przygotowania duchowego wkradała się rutyna i obrzędowość. Nad tym zjawiskiem ubolewał zwłaszcza św. Jan Chryzostom. Z goryczą wypominał swoim słuchaczom: "Przystępujemy do Komunii świętej bardziej ze względu na dzień niż powodowani pragnieniem duszy. Nie zwracamy uwagi na to, czy jesteśmy przygotowani, oczyszczeni z naszych złości, pełni skruchy, ale zwracamy uwagę na to, czy jest to dzień świąteczny i czy wszyscy przystępują" . Wprawdzie - jak pouczał św. Bazyli - "przystępowanie nawet codzienne do Komunii i przyjmowanie świętego Ciała i świętej Krwi Chrystusa jest rzeczą piękną i zbawienną" , ale nie najważniejsza jest częstotliwość, lecz sposób przygotowania wszakże głębia przeżywania. Wzorem właściwego korzystania z Eucharystii mogli być męczennicy, o czym przypominał św. Augustyn: "Abyśmy pamiątkę męczenników nie obchodzili w sposób daremny i przystępowali do stołu Pana, do tej uczty, z której się oni nasycili, trzeba nam, abyśmy to samo przygotowali, co oni" .

3. Zwyczaje eucharystyczne

Komunię świętą od samego początku przyjmowali wierni pod dwoma postaciami. Wynika to jasno z tekstu św. Justyna. Wyjaśniał on: "Diakoni rozdzielają każdemu z obecnych eucharystyczny chleb, wino i wodę" . Choć wino i woda zostały tu wymienione oddzielnie, to należy traktować je łącznie, bo wcześniej w tym samym tekście było wspomniane o ich zmieszaniu po przyniesieniu do ołtarza. Zwyczaj ten pozostał długo, jako zwyczajny sposób przyjmowania Eucharystii w czasie jej sprawowania. Wynika to jasno choćby z katechez biskupów czwartego a nawet szóstego wieku, którzy wyraźnie o tym mówią . Jeszcze w piątym wieku przyjmowanie tylko jednej postaci (chleba) było znakiem przynależności do sekty .

Sposób, w jaki rozdzielano Komunię świętą, zależał - jak się można domyślać - od lokalnych zwyczajów. Na samym początku Eucharystię rozdzielał celebrans. Jeszcze w trzecim wieku w Rzymie obowiązywał zwyczaj, zgodnie z którym "w niedzielę chleb eucharystyczny rozdziela całemu ludowi biskup, o ile to możliwe, podczas gdy diakoni go rozłamują. W pozostałe dni czyni się to zgodnie z poleceniem biskupa" . Nie był to, jak się wydaje wymóg absolutny, bo już w połowie drugiego wieku, jeśli wierzyć św. Justynowi, to diakoni rozdzielali "eucharystyczny chleb" wszystkim obecnym .

Wiarę w tajemnicę Eucharystii wyrażać miał godny sposób jej przyjmowania. Ważna była dyspozycja wewnętrzna, ale też na postawę zewnętrzną zwracano uwagę. Niektórzy biskupi byli w tej sprawie bardzo skrupulatni. Św. Cyryl Jerozolimski uczył katechumenów: "Nie wyciągaj przy tym płasko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw dłoń lewą pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć Króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz: Amen. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił [.] A kiedy już spożyłeś Ciało Chrystusa, przystąp do kielicha Krwi. Nie wyciągaj tu rąk, lecz skłoń się ze czcią mówiąc w hołdzie: Amen [.] Kiedy twe wargi są jeszcze wilgotne, dotknij ich rękami i uświęć nimi oczy, czoło i inne zmysły. Następnie zatrzymaj się na modlitwie, dziękując Bogu za to, że tak wielkimi zaszczycił cię tajemnicami" . Jak z tego widać, był to już bardzo starannie opracowany ryt, z bogatą treścią teologiczną.

Przed przyjęciem Komunii świętej starano się zachowywać post. Zazwyczaj dbano, by przyjmować ją na czczo. Przepis kościelny przewidywał: "Każdy wierzący, zanim dotknie jakiegokolwiek pokarmu, pospieszy, by przyjąć eucharystię. Gdy ja z wiarą przyjmie, żadna rzecz śmiercionośna nie będzie mu mogła zaszkodzić" . Św. Jan Chryzostom zalecał swoim wiernym post nie tylko przed przyjęciem Komunii świętej, ale także po jej przyjęciu. Post przed Komunią święta przygotowywał na jej przyjęcie, a post po przyjęciu służył właściwemu jej uczczeniu . Od niego również znamy zwyczaj stosowany w kościele antiocheńskim spożywania po Komunii świętej odrobiny jakiegoś zwykłego pokarmu (chleb, miód, woda), tak by w ustach nie pozostała żadna cząsteczka "pokarmu eucharystycznego".

Po zakończeniu niedzielnej Eucharystii diakoni roznosili ją "nieobecnym" . Również uczestniczący w celebrze mogli sobie zabrać do domu chleb eucharystyczny. Tam mogli go przechowywać i przyjmować w dni, gdy albo Eucharystii nie sprawowano, albo w niej nie mogli uczestniczyć. Według świadectwa św. Bazylego, jeszcze w czwartym wieku zwyczaj ten był dość popularny. Według niego: "Wszyscy mnisi przebywający na pustyniach, gdzie nie ma kapłana, przystępują do Komunii u siebie przyjmując ją z rąk własnych. W Aleksandrii i Egipcie każdy nawet należący do ludu niemal zawsze ma żertwę u siebie w domu i przyjmuje ją, kiedy chce, z rąk własnych" .

Samo przechowywanie Eucharystii w domu a także jej przyjmowanie było obwarowane surowymi zaleceniami. Zasadą naczelną było, że "wszyscy wierni powinni przed zjedzeniem czegokolwiek z rana starać się przyjąć Eucharystię" .

Zabieranie Eucharystii do domu nakładało na chrześcijan oczywiście obowiązki i odpowiedzialność związane z czuwaniem nad jej uszanowaniem. Oficjalny przepis kościelny przypominał, że chrześcijanie przechowujący Eucharystię w domu "winni uważać, by nie kosztował z niej ktoś niewierzący, oraz by jej nie tknęła mysz czy jakieś inne zwierzę, lub by nie upadła na ziemię jej cząstka i nie zginęła" . Chcąc przechowywać Eucharystię w domu w sposób bezpieczny i godny trzeba było znaleźć stosowne miejsce, gdzie ją można było zabezpieczyć przed dostępem osób niepowołanych. Było to sprawa trudna zwłaszcza w przypadku, gdy większość domowników była poganami. Z czasem tego zwyczaju zaniechano.

Innym, rozpowszechnionym zwłaszcza od trzeciego wieku zwyczajem, było przesyłanie Eucharystii do sąsiednich kościołów. Podkreślano w ten sposób więź istniejącą między poszczególnymi wspólnotami. W miastach, np. w Rzymie, wykształcił się zwyczaj przesyłania w ten sposób Eucharystii w każdą niedzielę z kościoła gdzie jako pierwszy w danym dniu celebrował biskup, do innych kościołów (wspomniane "tituli") mu podległych. Kapłan rozpoczynał sprawowanie obrzędów dopiero wówczas, gdy przyniesiono Eucharystię ("fermentum") konsekrowaną przez biskupa . W ten sposób starano się wyrazić jedności chrześcijan całego miasta, którzy stanowili jedną gminę, choć ze względów praktycznych sprawowali Eucharystię w różnych miejscach.

Niektóre zwyczaje związane z Eucharystią budzą dziś zdumienie, a nawet zażenowanie. Popularnym zwyczajem wśród chrześcijan było zabieranie Eucharystii w podróże: zwłaszcza morskie . W obliczu niebezpieczeństw Eucharystia dawała poczucie bezpieczeństwa. Bardziej szokującym nas zwyczajem było "udzielanie" Komunii świętej zmarłym. Pod koniec czwartego wieku w niektórych rejonach Afryki zrodziła się praktyka udzielania jej już zmarłym, o ile nie zdążono choremu udzielić Komunii świętej przed śmiercią. Kościół tej praktyki zakazywał .

Wczesnochrześcijańska pobożność eucharystyczna i jej formy były wyrazem wiary i wyrastającej z niej duchowości. Dojrzewały one powoli, moderowane przez poszczególnych duszpasterzy i synodalne ustawodawstwo. Synodalne zgromadzenia biskupów korygowały przede wszystkim pojawiające się spontanicznie praktyki: niezgodne z naturą Eucharystii. Szczególną uwagę warto zwrócić na formację eucharystyczną, jaka miała miejsce w czasie przygotowania do przyjęcia chrztu. Wówczas przygotowani katechumeni w sposób dojrzały rozpoczynali uczestnictwo w Eucharystii, a systematyczne uczestnictwo w niej pozwalało im na pogłębienie duchowości.

Z powyższej, bardzo skrótowej prezentacji, łatwo wywnioskować, że wiele spraw, zwłaszcza praktycznych, z którymi mamy dziś do czynienia, ma swoją genezę albo też analogię już w starożytności chrześcijańskiej. Ówcześni duszpasterze musieli te problemy podejmować i na nie reagować. Przy szukaniu rozwiązań można z tego dorobku skorzystać także dzisiaj.

Untitled Document
CZĘŚĆ I
URZĘDOWO-INFORMACYJNA

Akta Stolicy Apostolskiej

Akta konferencji Episkopatu Polski

Akta Biskupa Tarnowskiego

Dekret

Z życia diecezji

Godności - zwolnienia - nominacje - inne

CZĘŚĆ II
FORMACYJNO-PASTORALNA

Opracowania